środa, 17 lipca 2013

*2* Moving in

Harry's eyes

Z trudem domknąłem bagażnik i uniosłem pudła czekające na murku. Naprawdę nie wiem, skąd wzięło się tyle tych rupieci. Nigdy nie byłem kolekcjonerem staroci i nikomu nie potrzebnych pierdół, nie przypuszczałem więc, że tyle się tego gówna nazbiera. Dzięki bogu, że Liam ogarnął pakowny samochód, nie wiem, jak bym sobie bez niego poradził. Ten chłop zawsze ma łeb na karku.

Po kilku zawodnych próbach utrzymania równowagi na zalodzonych schodkach w końcu wetknąłem klucz do zamka i otworzyłem wiekowe drzwi mojego nowego domu. W albumie pisali, że to zabytkowa willa i akurat co do tego nie miałem wątpliwości. Skrzypiące schody, mahoniowa podłoga, stare komody i sofy gdzie okiem nie sięgnąć. Zastanowiły mnie tylko kable przebiegające nad futryną drzwi i antena telewizyjna wystająca z niedomkniętego okna w kuchni. Trzeba by tu zrobić drobny remoncik.

- Kuźwa!! - zahaczyłem o wystającą deskę i zawartość pudeł wysypała się na dywan. Nie obeszłoby mnie to specjalnie gdyby nie fakt, że mamusia wpakowała do pudeł porcelanowe filiżanki - prezent od Gemmy.  Kuźwa mać!

Trochę to trwało zanim pozbierałem odłamki walające się po podłodze, zapłaciłem gościom z agencji przeprowadzek za udostępnienie wozu, wtargałem resztę pudeł i pokręconych zawiniątek do domu i odetchnąłem z ulgą. Klapnąłem bez tchu na zabytkową  kanapę i pogwałciłem jej skórzane obicie zaśnieżonymi sztybletami. Trudno, Harry Styles może sobie pozwolić na odrobinę burżujstwa.

Z drzemki wyrwał mnie Chris Martin ogłaszający całym gardłem, że Niall jest na linii i stara się ze mną połączyć. Niechętnie wyciągnąłem z kieszeni iphone'a i wcisnąłem zieloną słuchawkę.

- No i jak tam przeprowadzka? - głos Horana był radosny, Irlandczyk musiał być gdzieś na mieście z kumplami. A może po prostu zjadł dobry obiad.

- W porządku. Dom ładny, okolica niczego sobie. - mruknąłem pocierając zaspane oczy i wstając z kanapy. - Szkoda tylko, że podłoga to istny tor przeszkód. Będę musiał odrobinę nad tym popracować..

Śmiech Horana przeszył powietrze i dobry nastrój trochę mi się udzielił. Wszystko da się zrobić.
- No to pracuj, stary, pracuj! Czekamy na ciebie dziś wieczorem w Puberty, pamiętasz? Będzie Dan, Elka, może przyjdzie Demi, kto wie. Wpadnij. Poza tym, słyszałem, że ma być ta, jak jej tam.. Jessica?

Na dźwięk ostatnich słów Horana serce podskoczyło mi do gardła. Jessica. Jessica będzie na imprezie. Musiałem tam pójść.

- To co, będziesz? Dawaj, w końcu parę dni wolnego! A taka okazja..

Jasne, że musiałem wpaść. Co ten Niall sobie myślał? Że opuszczę potańcówę, na której bawić się będzie dziewczyna moich marzeń? Tajemnicza Jess B..? Nigdy.

- Będę. Czekajcie po klubem. Bez odbioru.

Schowałem iphone'a i starałem się zapanować nad burzą myśli przetaczającą się przez moją głowę. W co się ubrać? Co zrobić, żeby ją tu przyprowadzić? Chanel Bleu czy Hugo Boss? No i bokserki Kleina? Potrzebowałem natychmiastowej rewizji garderoby.

Zaaferowany planowaniem wieczoru wtargnąłem do kuchni i wpadłem na pustą lodówkę. Trzeba było podjechać do jakiegoś marketu, mój brzuch zaczął się buntować już przed południem. Właściwie nie słyszałem nic poza burczeniem własnych wnętrzności ( boże, chyba archaiczny język udziela się wraz z przestąpieniem progu tego domu) i hukiem silnika Land Rovera sąsiada za oknem. A właśnie, sąsiedzi.. Kiedyś trzeba się będzie z nimi zapoznać..

Odchyliłem firankę i spojrzałem na piętrowy dom po drugiej stronie ulicy. Coś jasnego mignęło w oknie na drugim piętrze. Przymrużyłem oczy starając się wypatrzeć coś więcej, ale jedynymi rzeczami, jakie ujrzałem były jasna poświata i choinka przystrojona połowicznie w bombki. Sąsiedzi byli najwyraźniej w trakcie świątecznych przygotowań.. I ja musiałem pomyśleć o choince i ozdobach. Ale najpierw impreza, najpierw impreza.

*1* What was before..

 Ellie 's heart


Po ciężkim dniu spędzonym za barem, naprawdę nie miałam ochoty na nic.
Krótki zimowy dzień ciągnął się dziś całą wieczność i pod koniec traciłam już nadzieję,
że kiedykolwiek urwę się z pracy. W domu czekało na mnie mnóstwo rzeczy do zrobienia,
a czas biegł coraz szybciej.
Jak dotarłam do domu przez te ogromne zaspy?
Byłam tak zmęczona, że ciężko to wspominam.
Pamiętam tylko, że wróciłam do domu i spotkało mnie coś niezwykłego.

- Ellie, pozwól na moment! - Usłyszałam głos mamy. Próbowała oderwać mnie od tak banalnego zajęcia, jakim było gapienie się przez okno.
- Naprawdę nie wiesz, co dzieje się za płotem? - Upewniłam się jeszcze. Znalazłam się w salonie, gdzie mama i moi młodsi bracia szykowali bombki, by rozwiesić je na pachnących gałązkach jodły. Zabrałam się do polerowania ozdób choinkowych razem z mamą.
Mama pokręciła głową.
- Od rana jakiś rumor.. - Wytłumaczyła. - Przecież wprowadzili się tak niedawno.. Może coś remontują?
Obie z mamą zamilkłyśmy, zadumane. Ciszę przerwał odgłos tłuczonej bombki i płacz chłopców, którzy zaczęli obwiniać siebie o stłuczoną ozdobę.
- Chłopcy, cisza już! - Mama oderwała się od pracy i zajęła się chłopcami.
Również odłożyłam bombki na bok i podeszłam do okna.

Widziałam, jak podjeżdża jeden duży samochód. Wyładowany był bagażami - które wysypały się na śnieg zaraz po uchyleniu drzwi bagażnika - a na miejscu kierowcy siedziała pewna postać.
- Coś się dzieje, mamo. - Odwróciłam się, wołając mamę.
I wtedy cały śnieg na podwórku zaczął się topić.
Zobaczyłam jego.